Temat: Duch

Ostatni klient właśnie wytoczył się przez drzwi wejściowe i karczmarz mógł wreszcie zająć się porządkami. Całą noc miejscowi świętowali dzień urodzin największej tutejszej mendy.  Lało się wino, piwo, a i samogon ktoś ze sobą przyniósł, jak dało się wyczuć z co poniektórych kufli. Na widok kilkunastu stłuczonych zaklął szpetnie, po czym jednak zaraz przeliczył dzisiejszy zarobek i machnąwszy ręką poszedł po szufelkę i po zgarnięciu szkła wyrzucił je do skrzyni na wszelkiego rodzaju niepalne śmieci. Zdjął z haka  w miarę czystą szmatę i zaczął wycierać pozostałości po libacji. Skupiony na swej pracy dotarł właśnie do stołu w kącie, gdzie zwykł kiedyś siadać ubrany na szaro jegomość.
- Zostało coś po tych żarłokach? – Mało nie zemdlał słysząc cichy, aczkolwiek wyraźny szept zza stołu. Ze strachem podniósł głowę i jęknął cicho przerażony. Za stołem siedział gość, który łudząco przypominał stałego bywalca, z jednym wyjątkiem – zdawało się, że prześwitywał.
-Bogowie… Duch! –Gdy to sobie uświadomił, zemdlał ostatecznie. Duch pokręcił głową uśmiechając się z politowaniem.
- Zawsze to samo… Co za ciemnota… -westchnął teatralnie i pstryknął palcami. Nad głową leżącego karczmarza pojawiła się mała kula wody, która niespodziewanie spadła mu na głowę, brutalnie budząc go z omdlenia.
- Tak się gości wita? Wstyd.  No już, już, wstawaj. Gość czeka. – Duch machnął ręką, a ścierka poleciała w stronę dłoni karczmarza. Ten chwycił ją niemal z wdzięcznością i zaczął ocierać twarz.
-Co jeszcze zostało do zjedzenia? Zgłodniałem.
-A-ale… D-duchy p-przecież n-nie j-jedzą… -Zaczął jąkać się karczmarz patrząc w stół.
- No fakt.. Nie do końca… By żyć, pobieramy energię do życia z różnych źródeł… Większość woli ją wysysać z.. żywych… - Widmo uśmiechnęło się drapieżnie odsłaniając garnitur śnieżnobiałych zębów i musnął palcem wskazującym kły, które zaczęły się wydłużać, aż zaszły na dolną szczękę i znów się schowały.  – Podwędzili pomysł wampirom. Ja tam wolę tradycyjne… Więc jak? Dostanę coś na ząb?
- N-no dobra… J-jest spory kawał pieczeni… – Karczmarz zaczął jako tako dochodzić do siebie. – Pozostaje tylko kwestia, jak zapłacisz pan za te jedzenie…
- Człowieku… Nie wierzysz w moją uczciwość, nawet po śmierci? Co za czasy nadeszły… No dobra… - Znów machnął ręką, a na stole pomiędzy nimi pojawiło się parę sztuk złotych monet. Gdy karczmarz chciał po nie sięgnąć, jego dłoń przeszła na wylot. –Najpierw jedzenie… Wtedy będą bardziej… namacalne. –Szczerząc się splótł dłonie na piersiach.
- Duch, nie duch… Skoro płaci… - Właściciel zakrzątnął się w kuchni i za paręnaście chwil podgrzana pieczeń stała przed duchem na dużym talerzu, po czym popatrzył wymownie na monety.
-Zabierz je. Obiecałem, a ja nawet po śmierci dotrzymuję słowa.
W dłoniach widma pojawił się mały widmowy nożyk i coś, co wyglądało, jak pomniejszone widły, po czym duch zaczął się posilać, zaś karczmarz uradowany zgarnął monety w garść. Pieczeń zniknęła w zastraszająco szybkim tempie.
    - Nim odejdę… - Widmo zamknęło swoje jadowicie złote oczy, jakby się skupiało na czymś intensywnie. – W swojej piwnicy masz teraz… Dwie beczki najlepszego samogonu, jaki kiedyś wypędziłem… Jedna beczka jest dla ciebie i twoich gości… Druga pozostanie dla Moich gości… Czyli ujmując rzecz prosto – z pierwszą robisz, co chcesz… Drugą tykasz tylko, gdy przyjdzie ktoś do mnie. Jasne?
    -Jak słońce, panie…
    - … Saer. Do zobaczenia jeszcze… - Gdy to mówił, rozpłynął się w mroku kąta.

Po tym wydarzeniu karczmarz powiesił pod szyldem dodatkową tabliczkę z napisem „Nawiedzona karczma! Wypij z Duchem!”.

RPG - Rabuj, Pal (i) Gwałć
I daj nam siłę byśmy Nie Wybaczali naszym winowajcom...
- Pewnego dnia spieprzysz coś tak bezprzykładnie, tak niesamowicie, tak... porażająco, że niebo zapłonie, księżyce zatańczą, a bogowie będą ze śmiechu srali kometami. Mam nadzieję, że dożyję tej chwili.
- Daj spokój. To się nie zdarzy.

2

Odp: Duch

Drzwi karczmy powoli i lekko otworzyły się, do środka niemalże wśliznęła się smukła, zakapturzona postać, po czym zamknęła za sobą drzwi i zsunęła kaptur odsłaniając twarz należącą do młodej kobiety. Spokojnym krokiem podeszła do lady. Gdy karczmarz odwrócił się do niej przodem ujrzała jego przeraźliwie bladą twarz. - Wyglądasz jakbyś zobaczył ducha. - Rzekła do karczmarza, który w odpowiedzi skinął tylko głową. - Kielich najlepszego wina poproszę i pokaż mi gdzieś zobaczył tego ducha. - Powiedziała kładąc na ladzie kilka monet. Karczmarz pospiesznie zakrzątnął się nalewając kielich wina i tylko szybkim ruchem głowy wskazał stolik w kącie, przy którym miał siedzieć duch. Kobieta odebrała kielich od karczmarza i niespiesznym krokiem podeszła do stolika, który wciąż stał pusty.

Czasem lepiej zamilknąć...

3

Odp: Duch

- Goście, goście... - Z kąta popłynął razem ze słowami cichy śmiech, zaś w ciemności spowijającej kąt zaczęła zarysowywać się sylwetka mężczyzny z leciutko spiczastymi uszami i złotymi, niemal gadzimi oczami, opatulonego w szary płaszcz z luźno wiszącym kapturem, który bezszelestnie usadowił się naprzeciwko kobiety. Przez chwilę dało się poczuć, jakby powiało od niego chłodem, jednak uczucie ustąpiło po krótkiej chwili.
-Przyszłaś pani wypić ze mną, czy wypędzić? Wodzu! - Machnął dłonią na karczmarza. - Dla mnie to samo, co tej pani... - Przed nosem karczmarza zaczęła lewitować mała złota moneta. Ten złapał ją w garść i nalawszy wina do czystego kielicha postawił przed widmem.
-A więc.. Słucham...

RPG - Rabuj, Pal (i) Gwałć
I daj nam siłę byśmy Nie Wybaczali naszym winowajcom...
- Pewnego dnia spieprzysz coś tak bezprzykładnie, tak niesamowicie, tak... porażająco, że niebo zapłonie, księżyce zatańczą, a bogowie będą ze śmiechu srali kometami. Mam nadzieję, że dożyję tej chwili.
- Daj spokój. To się nie zdarzy.

4

Odp: Duch

– Siekiera motyka bimber szklanka, praca nocą, praca z ranka! Siekiera motyka kuchni swąd, karczma niedaleko stąd! Siekiera motyka… O, Nawiedzona Karczma! No, proszę, śpiewaj khazad, a będzie ci w pysk nalane! – Ruda krasnoludka chlasnęła się z całej siły w kolana, aż cmoknęło, i potraktowała drzwi solidnym kopem. Drewniane skrzydło drzwi skrzypnęło żałośnie na zawiasach, gdy młoda, rumiana kobieta stanęła w bojowym rozkroku i wyciągnęła drewnianą pałę w stronę karczmarza. – PANIE! BIMBRU, ALBO OBUCHEM W ŁEB! – Nastała chwila ciszy, podczas której karczmarz zdołał rzucić nawiedzonej babie niepewne spojrzenie, po czym po sali karczemnej rozniósł się perlisty, radosny śmiech. – No, przeca żartowałam! – Zamachnęła się drewnianą pałą, wywinęła półobrót i narzędzie ze świstem wylądowało w plecaku. Mając dwie wolne ręce wzięła się pod boki i w paru susach już była przy kontuarze. – Bimberku proszę. No, co tak patrzy? Sepleniącej pierduśnicy się spodziewał, czy kuźwa ducha?! No, więc specjalik zakładu, nawiedzony bimberek RAZ PROSZĘ! – Rąbnęła drobną pięścią, aż jej podskoczyły dwie rude kitki, i wyszczerzyła się do karczmarza w pełnym uśmiechu. Obróciła z miejsca dwie kolejki i poklepawszy się po brzuchu, jęła wyglądać reszty towarzystwa. Na widok parki przy stole dyskretnie beknęła, wygładziła pobieżnie włosy, liznąwszy wpierw rękę, i z hałasem – plecak, tarcza, zapasowy obuch przy pasku, worek ze śmierdzącymi skórami niedźwiedzi – dosiadła się do ich stolika, ani myśląc pytać o pozwolenie. Po chwili świeciła już oczkami na zakapturzonego mężczyznę, usiłując dojrzeć, co ma pod spodem.

Mam ciało osiemnastolatki.
Trzymam je w tapczanie.

5

Odp: Duch

Nie przyszłam Cię wypędzać, gdyż każdy kto przyjdzie do karczmy ma prawo w niej zostać tak długo jak chce. Nie ważnie czy żywy, czy umarły.- powiedziała siadając na krześle przy stoliku ducha. - Na razie chciałam spytać dlaczego tak bardzo wystraszyłeś karczmarza, czy nie można było zrobić tego w trochę inny sposób? Biedaczyna cały pobladł. - Rzekła i zwracając się do karczmarza dodała - nalej i sobie kielich wina lub czegoś mocniejszego na mój koszt i już się tak nie bój. Może nawet nie zrobi ci krzywdy. - Uśmiechnęła się ironicznie do karczmarza i odwracając się z powrotem do ducha spytała - rozumiem, że masz jeszcze jakąś niedokończoną sprawę w tym świecie, skoro nawiedzasz karczmę?

Czasem lepiej zamilknąć...

6

Odp: Duch

W tej samej chwili pod karczmę przybył pielgrzym, odziany w prostą kapłańską tunikę i sandały. Strudzony swą wędrówką zapragnął chwilę odpocząć, to też skierował się do karczmy. Na zewnątrz księżyc opadał ku linii horyzontu, a zimne krople zaczynały osadzać się na trawie. Idąc w kierunku oświetlonego lampionami budynku, poczuł na swych stopach chłód nadchodzącego świtu...
- Oby ten dzień przyniósł w końcu jakieś ciekawe nowiny... - złapał za drzwi karczmy i wszedł do środka starając się nie zwracać na siebie uwagi.

- Witaj karczmarzu - rzekł melodyjnym głosem do gramolącego się karczmarza polerującego szklanki - wskaż mi proszę miejsce, gdzie obolałe nogi mógłbym rozluźnić i gardło zmoczyć szklanką wody.

W tym momencie poczuł się jakoś dziwnie... jakby gdzieś w pobliżu działała jakaś nienaturalna energia. Nagle w jego wyobraźni zmaterializował się obraz ducha siedzącego przy stoliku i zwracającego się do jakiejś damy przy barze. Przełykając ślinę miał wrażenie jakby wziął do ust cały worek mąki. Gdy zobaczył siedzącego, półprzezroczystego Jegomościa w rogu karczmy włosy na jego głowie stanęły dęba i padł sztywny na podłogę, robiąc przy tym mnóstwo hałasu.

Tego dnia karczmarz, będzie miał do sprzątania nie tylko kufle...

7

Odp: Duch

Zamknął oczy, gdy dotarł do niego hałas padającego ciała.
- Czemu wystraszyłem? Cóż... Tak o ...- uchylił wolno powieki i wskazał ruchem głowy na nieprzytomnego kapłana. - Reaguje większość osobników. Słabo znoszą kontakt z przybyszami z... innego świata. Pierwotny strach przed niebezpieczeństwem i nieznanym, jakby to jakiś uczony powiedział.
Usiadł wygodniej, jakby opierając się plecami o ściany w narożniku, sącząc wino z kielicha.
- Tam na Górze, jak to mówicie... Jedyne, co miałbym do roboty... To, obrazowo mówiąc, włóczyć się od chmurki do chmurki - Puścił oczko w kierunku kobiety. -A tu, cóż... -Wzruszył ramionami. - Z tymi, co mają mocne nerwy, wychylę kielich wina.. Porozmawiam... Niedokończone sprawy?
Zrobił pauzę wyciągając zza pazuchy niedługi rulonik wyglądający, jak cygaro, które wsadził sobie w kącik ust. Wokół rozszedł się zapach jakby kadzidła.
- Pomijając te paręnaście beczek samogonu, które nie zostały wypite i żonę, która zostawiła mnie za życia... To niezbyt...

RPG - Rabuj, Pal (i) Gwałć
I daj nam siłę byśmy Nie Wybaczali naszym winowajcom...
- Pewnego dnia spieprzysz coś tak bezprzykładnie, tak niesamowicie, tak... porażająco, że niebo zapłonie, księżyce zatańczą, a bogowie będą ze śmiechu srali kometami. Mam nadzieję, że dożyję tej chwili.
- Daj spokój. To się nie zdarzy.

8

Odp: Duch

Zija ściągnęła brwi w skupieniu, starając się zapamiętać dźwięk mdlejącego mężczyzny na drewnianą podłogę, jako że takiego okazu jeszcze wcześniej nie słyszała. Męskiego znaczy. A że chętna była do nauki, toteż z entuzjazmem przyjęła bieg wydarzeń na swoją dzielną pierś. Że znudzony jegomość w kapturze nie wydawał się być ani odrobinę poruszony jej ciekawskimi ślepkami, zeskoczyła ze stołka i ćpnąwszy swój dobytek na podłogę, cupnęła przy zwiotczałym ciele człowieka, złapała go za ramię i energicznie potrząsała, aż nie usłyszała jęku, który wydobył się z jego gardła. Ciężko było stwierdzić stopień nieprzytomności delikwenta; w przypadku niedźwiedzia, tudzież innego tałatajstwa, stwierdziłaby zgon bądź jego brak za pomocą noża z drewnianą rączką, którym torowała sobie drogę do co ciekawszych fragmentów zwłok. Umiałaby również zdjąć skórę czy odseparować kości, w ostateczności odciąć mieszek ze złotem i zwiać, ale jakoś tak wyglądał nieborak dość sympatycznie, leżąc tak na podłodze. Poszamotała nim jeszcze chwilę, zaglądając mu z bliska w twarz, ale coś nie dawało się go w ten sposób ocucić. – EJ! Wy tam, gołąbeczki, machnijcież mu tu bliżej tą kadzielnicą, może go w nozdrzach zaświerzbi, to się ocknie klecha!

Mam ciało osiemnastolatki.
Trzymam je w tapczanie.

9

Odp: Duch

Młoda kobieta spokojnym krokiem podeszła do zemdlonego mężczyzny i wylała mu resztę wina prosto w twarz, co zdawało się go obudzić. - Dziwnie w dzisiejszych czasach mężczyźni reagują na duchy. Czyżby stali się bardziej delikatni? - Powiedziała jakby sama do siebie i zamówiwszy kolejny kielich wina wróciła na miejsce koło ducha. - Zapomniałam spytać - zwróciła się do ducha - Pańskie imię? Najwyraźniej nie dosłyszałam. - Łagodnie się uśmiechnęła i dodała - Mnie zwą Thaevia. A skoro szuka Pan towarzystwa, a ja właściwie nie mam nic ciekawego do roboty, mogę przez jakiś czas zostać tutaj.

Czasem lepiej zamilknąć...

10

Odp: Duch

-Faktycznie.. Nie dosłyszała pani... Bo się nie przedstawiłem... - Podniósł się lekko ze stołka i skłonił się dworsko z cygarem w zębach. - Za życia nosiłem miano Saerleen Bravados Llevderlyn, w skrócie Saer, dla przyjaciół Smok. A teraz... Dowolny wybór...
Rozłożył ręce po czym zajął swoje miejsce ponownie.
- Te dzisiejsze pokolenie... Jak z gówna ulepione... -Pokręcił głową upijając łyk. Skończyło się wino, więc lekko wachlując palcami dłoni posłał w powietrzu kielich przed nos karczmarza, który pomału zaczął się przyzwyczajać do nietypowego gościa. Ten napełnił go do pełna i skinął głową, że można odebrać. Powtarzając cały manewr duch z zadowolonym wyrazem gęby przywołał do siebie kielich z powrotem.
-Spokojnie, wyżyje... - Te słowa skierował do krasnoludki. - A jak nie.. Cóż... Mało to osób umiera?

RPG - Rabuj, Pal (i) Gwałć
I daj nam siłę byśmy Nie Wybaczali naszym winowajcom...
- Pewnego dnia spieprzysz coś tak bezprzykładnie, tak niesamowicie, tak... porażająco, że niebo zapłonie, księżyce zatańczą, a bogowie będą ze śmiechu srali kometami. Mam nadzieję, że dożyję tej chwili.
- Daj spokój. To się nie zdarzy.

11

Odp: Duch

Nagle poczuł ogarniającą go zewsząd toń. Miał wrażenie, że się zapada coraz to głębiej...głębiej na samo dno. Zetknął się z dziwnym podłożem, które wydawało się być nie materialne...Nagle coś nim potrząsnęło, wichura wezbrała w jego głowie nadnaturalne rozmiary i oślepił go blask palącego się pod sufitem lampionu.

Głowa bolała go od uderzenia w podłogę, a oczy szczypały od kontaktu z winem. Rozejrzał się dookoła zastanawiając się gdzie jest. Wybełkotał parę niezrozumiałych słów i począł zbierać się z ziemi. Widząc do karczmarz podbiegł i pomógł mu wstać, po czym usadził go przy najbliższym stoliku.

- Dziękuję - odparł do karczmarza w kierunku odwrotnym niż ten stał, w chwilowym przebłysku poczucia rzeczywistości.

Spojrzał na tańczący płomień świecy ustawionej na stoliku przed nim, która zdawała mu się nęcić go swoim gorącem...zaczęło mu się robić ciepło od wina, którego niewielka ilość dostała się do żołądka, świat mu zawirował przed dalej szczypiącymi go oczami...Łup...rozległ się huk uderzającej głowy w blat stołu.

12

Odp: Duch

Parsknął widząc, jak siedzący przy sąsiednim stoliku kapłan po zaaplikowaniu mu niewielkiej w sumie ilości (w celach terapeutycznych) wina pochylił się i padł nieprzytomny na blat.
- Jak z gówna... - Powtórzył kręcąc głową i puścił małe kółko z dymu, po czym wyjął z ust cygaro. -A co panią, pani Thaevio, skusiło, pomijając tabliczkę pod szyldem, by szukać towarzystwa w postaci mojej, skromnej, nie żyjącej już osoby?

RPG - Rabuj, Pal (i) Gwałć
I daj nam siłę byśmy Nie Wybaczali naszym winowajcom...
- Pewnego dnia spieprzysz coś tak bezprzykładnie, tak niesamowicie, tak... porażająco, że niebo zapłonie, księżyce zatańczą, a bogowie będą ze śmiechu srali kometami. Mam nadzieję, że dożyję tej chwili.
- Daj spokój. To się nie zdarzy.

13

Odp: Duch

- Wyżyć może i wyżyje, ale co to za życie, padać jak kawka po dwóch na krzyż łykach wina? No? Gówno, dobrze mówicie, wy tam.. ten.. duch, czy kie inne wymysły… - Dokończyła już bardziej paplając pod nosem, niżby miało to do czyichś uszu trafić. Jednocześnie wzięła leżącą na stole głowę, odchyliła ją w tył, rozwarła mu usta wprawnym chwytem poszukiwaczki, co w niejednych miejscach gmerała za zdobyczą, i zaczęła szperać po kieszeniach. Wciąż rzecz jasna trzymając go z wygiętą w tył głową i zerkając tylko, co by się językiem własnym nie udławił. W końcu, po długiej chwili, wytarmosiła butelczynę wody. Wody, niczym a niczym nie umieszanej. Oto i prawdziwy skarb w kieszeniach khazad! Ani jednego małego procencika! Złapała korek w zęby, wyrwawszy splunęła nim pod nogi, a mężczyźnie wlała do gardła odrobinę „Kropli Elmore”. Potem przerzuciła sobie nieprzytomnego przez ramię i głową w dół wyniosła przed drzwi, otwierając je przed sobą rzecz jasna silnym kopniakiem. Gdy już siedział, klapnęła obok. – No, kleszyno, budźta się, pókim cierpliwa! Noc się zrobi, nie będę truchła po wsiach nosiła, co by ci znaleźć siennik, kiedym sama objuczona jak dzika świnia. – Szturchnęła go z łokcia, w rękę wsadziła mu butelkę źródlanej „Kropli Elmore” i zaczęła pogwizdywać jakąś krasnoludzką melodię, co rusz zerkając na pielgrzyma, że postronny obserwator mógłby pomyśleć, że troska prawdziwa przez nią przemawia.

Mam ciało osiemnastolatki.
Trzymam je w tapczanie.

14

Odp: Duch

- Co mnie skusiło... hm... może nuda? - zastanowiła się, po czym dodała - Do karczmy często zaglądam, bo tanio i dobrze zjeść można i napić się, a do tego mam tu swój skromny pokoik. Raczej niewiele osób tu zachodzi, ciężko zrozumieć dlaczego. - Postukała palcami w blat stołu wyraźnie szukając rozrywki. - Zijo zostaw kapłana tutaj, nie musisz go tachać, karczmarz da mu mały pokój. Rozliczy się jak w końcu dojdzie do siebie. - Powiedziała do krasnalki, która nie zamknęła za sobą drzwi.

Czasem lepiej zamilknąć...

15

Odp: Duch

Ocknął się gdy słońce zaczynało wypełzać na niebo z pod linii horyzontu. Na płocie niedaleko karczmy siedziała ptaszyna śpiewając o nadchodzącym dniu.
Poczuł pod ręką jakąś butelkę...spojrzał na nią i w tym momencie poczuł ból głowy.

- Chyba nie powinienem wchodzić do karczmy gdzie mnie nie znają, wszak nie wiedza że alkohol mi wybitnie szkodzi... - stwierdził że znalazł się w niewyjaśniony sposób na ziemi oparty plecami o ścianę budynku. W drzwiach stała obładowana tobołkami Khazadka, tak że ledwo można było dociec, że to na pewno Khazadka. Hez zastanawiał się, czy to czasem nie ona miała coś wspólnego ze znalezieniem się w takim dziwnym miejscu. Po chwili jednak odrzucił tą możliwość sądząc, że raczej nie posiada dodatkowych rąk którymi mogłaby udźwignąć jego ciało. Wstając napotkał wzrokiem coś czego wcześniej nie zauważył. Szyld karczmy głosił „Nawiedzona karczma! Wypij z Duchem!”.

Otrząsnął głową i przyjrzał się napisowi. Nie mylił się, niedawno widział ducha...

- Nie dla mnie ta karczma. Żeby chociaż sama obecność duchów, może bym się przyzwyczaił, ale pić z nimi? - rzekł do siebie zdziwiony - Zmiatam stąd czym prędzej, nie mam ochoty na kolejne dziwne przygody, lepiej udam się do świątyni pomodlić do Einhasad.

Gdy odchodził, przez chwilę słychać było piosenkę, którą śpiewał by dodać sobie otuchy w marszu...

Gdy duch Ci na piętę naskoczy
Ze strachu Ci truchleją oczy
Wstawaj i laską go w twarz
Rzuć w niego wszystkim co masz

Jeśli duch ten jest prawdziwy
Jeśli on w prawdzie nie żywy
To na nic się zda Twój trud
Lepiej uciekać żeś mógł

Do Einhasad szybko pieśń
Zaśpiewaj raz na jej cześć
Odeślij ducha prosto w kąt
I zmykaj jak najdalej stąd...

16

Odp: Duch

Wystawił głowę przez ścianę i obserwował odwrót kapłana szczerząc się radośnie. Po chwili wrócił na swoje miejsce.
- Nuda... Cóż.. Mnie też tu przywiała... Można się ponudzić razem. -Roześmiał się i upił kolejny łyk wina.

RPG - Rabuj, Pal (i) Gwałć
I daj nam siłę byśmy Nie Wybaczali naszym winowajcom...
- Pewnego dnia spieprzysz coś tak bezprzykładnie, tak niesamowicie, tak... porażająco, że niebo zapłonie, księżyce zatańczą, a bogowie będą ze śmiechu srali kometami. Mam nadzieję, że dożyję tej chwili.
- Daj spokój. To się nie zdarzy.

17

Odp: Duch

- To, co proponujesz? Masz jakiś pomysł na "rozrywkę", dla zabicia nudy? - spytała zamawiając kolejny kieliszek wina.

Czasem lepiej zamilknąć...

18

Odp: Duch

-Parę się znajdzie... Od tych mniej ciekawych.. -Wskazał kciukiem kierunek odwrotu kapłana. - Po te.. hmm.. Bardziej ciekawe... - Mrugnął okiem i wskazał głową na schody prowadzące na pięterko, gdzie karczmarz miał przygotowane parę pokoi dla chcących przenocować gości.
- Ale może, nim przeszlibyśmy do tych bardziej interesujących... - Wysuszył kielich do ostatniej kropli i powtórzył manewr z lewitującym naczyniem. - Może poznamy się trochę bliżej? Coś więcej poza imieniem nie zaszkodzi wszak.

Ostatnio edytowany przez Saerleen (2011-01-22 23:16:05)

RPG - Rabuj, Pal (i) Gwałć
I daj nam siłę byśmy Nie Wybaczali naszym winowajcom...
- Pewnego dnia spieprzysz coś tak bezprzykładnie, tak niesamowicie, tak... porażająco, że niebo zapłonie, księżyce zatańczą, a bogowie będą ze śmiechu srali kometami. Mam nadzieję, że dożyję tej chwili.
- Daj spokój. To się nie zdarzy.

19

Odp: Duch

Widząc, że kobietę zamurowało chyba, dopił resztę wina, po czym zaczął się wtapiać w mrok spowijający kąt, w którym siedział, aż zniknął. Przez chwile wokół można było poczuć jeszcze zapach kadzidła i usłyszeć cichy chichot, ale i ten zaniknął wraz z ulotnieniem się ducha. Na stole z kielicha kobiety zaczęło płynąć wino, przez chwile tworząc słowa "Jeszcze Wrócę", po czym trunek wrócił do naczynia zostawiając ledwo widoczny ślad na stole.

RPG - Rabuj, Pal (i) Gwałć
I daj nam siłę byśmy Nie Wybaczali naszym winowajcom...
- Pewnego dnia spieprzysz coś tak bezprzykładnie, tak niesamowicie, tak... porażająco, że niebo zapłonie, księżyce zatańczą, a bogowie będą ze śmiechu srali kometami. Mam nadzieję, że dożyję tej chwili.
- Daj spokój. To się nie zdarzy.