Temat: [\/]Alvur
Mówi się, że nie poznasz człowieka jeśli z nim nie wypijesz.
Mówią też, że ludzie to ochłapy ze stołu bogów.
Legendy nie kłamią, ale czasem zakrzywiają prawdę.
Urodziłem się człowiekiem. Rodzice nie dali mi wyboru, ani możliwości wyrażenia swojej dezaprobaty dla tego faktu. Stało się i tyle...
Dorastałem w rodzinie z wielkimi tradycjami. Już mój pradziadek znany był w okolicy ze swej odwagi i upodobania do gorzałki i temu podobnych trunków. Upust swym zachciankom dawał w karczmach i szynkach, a jego synowie i wnukowie nie byli od niego gorsi.
Prawnuk, jedyny jakiego miał (znaczy się ja) nie chciał prowadzić hulaszczego trybu życia.
Postanowiłem odciąć się od rodziny i wyruszyć swoją drogą która przechodziła obok mojego rodzinnego domu. Co prawda daleko nie zaszedłem, bo mama mnie za uszy wytargała i zawróciła w domowe pielesze. Ale pierwsze kroki, jak by nie patrzył zostały uczynione. Postanowiłem, że choćby nie wiem co, ale jednak ucieknę i zostanę wielkim bohaterem. Takim, o jakich czyta się w książkach. Sami wiecie: "Piękny biały rycerz na pięknym białym koniu, w pięknej białej zbroi".
Poprosiłem ojca o parę miedziaków (niby to na kurtyzany, a tato był szczęśliwy, że jego synalek w końcu chce zostać mężczyzną). Mamę o pozwolenie wyprowadzenia gęsi na łąkę.
Skradłem starą beczkę od deszczówki, drewniany wałek do ciasta i deskę do krojenia chleba.
Tak uzbrojony i w jakże bojowym nastroju wyruszyłem swoją drogą. Gęsi poszły za mną. Więc przynajmniej na początki nie byłem sam.
Właśnie...Gęsi uznały, że dość mają mojego towarzystwa i wróciły do gospodarstwa. Ja się natomiast zgubiłem.
Dosyć powiedzieć, że po ciężkiej przeprawie jakimś cudem dotarłem do miasta (ale guza po pałce jaskiniowego trolla mam do dziś). Tam wpadłem w naprawdę miłe towarzystwo.
Tańce, hulanki i swawole. To wszystko mnie ominęło. Żeby nie skłamać, ale zostałem chłopcem na posyłki orkowej kompanii. Przynieś, wynieś, skocz po piwo, ewentualnie pozamiataj. Ale nauczyłem się jak być twardym, nie dać sobie w kaszę dmuchać (to akurat bardzo proste, zazwyczaj jem ziemniaki) i wybrnąć z każdej nieprzyjemnej sytuacji (wygrywam na 100 jardów ze ślimakiem, nieźle co?).
No i tak się zdarzyło, że ci orkowie znaleźli sobie nową ofiarę. Mnie samego, nagiego zostawili w rynsztoku pod karczmą. Nie pamiętam dokładnie jak to się stało, ale obudziłem się w świątyni. Co prawda pod ołtarzem i z potwornym bólem głowy, ale jednak była to świątynia. Ta świątynia. Kto nie był w TEJ świątyni, to nie wie która to jest.
No i tam w tej właśnie świątyni mnie olśniło. Przecież służenie bogini to niezła fucha. Panny na to można poderwać nadobne. Postanowiłem, że zostanę obrońcą uciśnionych (czyli siebie) i honorowym biorcą datków. Na razie postępy są znikome. Lepiej niż miecz leży mi w dłoni flaszka bądź lutnia, ale staram się. Czego daję wyraz na każdym kroku, o ile nie nadepnę nikogo niechcący.
Pozdrawiam. Alvur
_________________
Ostatnio edytowany przez Andynow (2010-09-08 23:45:56)